Rafał Olbiński – 50 okładek na 50-lecie Jazz Forum

cena: 40.00 zł

„Rafał Olbiński: 50 okładek na 50-lecie Jazz Forum” – pod takim tytułem wydany został piękny album z okazji złotego jubileuszu JAZZ FORUM. Wydawnictwo to zawiera 50 wybranych okładek autorstwa słynnego grafika, ilustratora i malarza Rafała Olbińskiego, który w latach 70 był dyrektorem artystycznym magazynu. Do albumu dołączono także krótką historię JAZZ FORUM oraz wstęp i rozmowę dr Izabeli Gabrielson z artystą.

120 stron, z tekstami w języku polskim i angielskim.

Fragmenty:

HISTORIA JAZZ FORUM

Pierwszy numer „Jazz Forum” ukazał się w grudniu 1965 roku – z początku był skromnym biuletynem formatu A5, wydawanym na powielaczu, bez żadnych fotografii ani ilustracji. Pomysłodawcą nazwy i założycielem pisma był Jan Byrczek, kontrabasista z Krakowa (grający wcześniej m.in. z Krzysztofem Komedą), ówczesny prezes Polskiej Federacji Jazzowej. Wprawdzie istniał już wtedy, wydawany od 1956 roku, zasłużony miesięcznik „Jazz” Józefa Balceraka, ale w połowie lat 60. polskie środowisko jazzowe – głównie muzycy – domagało się własnej przestrzeni do prezentowania swoich opinii. W ciągu kilkunastu lat z cienkiego zeszytu magazyn rozrósł się w medialną maszynerię wydającą pismo w trzech wersjach językowych, w nakładzie sięgającym kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy.

Trudno uwierzyć, że historia JAZZ FORUM to już pół wieku. Pięćdziesiąt lat wypełnionych po brzegi wywiadami z wielkimi postaciami jazzu, wnikliwymi recenzjami płyt i błyskotliwymi, prowokującymi do myślenia polemikami. To także pięćdziesiąt lat ewolucji i przeobrażeń, jakim ulegał magazyn od strony graficznej. Wydany właśnie album podsumowuje okres najbardziej kreatywny i szalony – lata 70.

Rafał Olbiński, wybitny grafik i plakacista, autor wielu popularnych okładek płytowych, w latach 70. był odpowiedzialny za szatę graficzną JAZZ FORUM. Magazyn, wydawany przez większość tamtej dekady jako dwumiesięcznik, ukazywał się w nietypowym, zbliżonym do kwadratu formacie, przypominającym raczej okładki winylowych singli niż typowe czasopismo. I z podobną swobodą Olbiński traktował okładki JF, dbając nie tylko o lakoniczne zareklamowanie zawartości numeru, ale przede wszystkim kreując ciekawe, intrygujące projekty.

Dziś wydaje się nie do pomyślenia (choć – całe szczęście – znajdują się czasami odważni), by okładka magazynu muzycznego mogła zawierać cokolwiek innego niż zdjęcie głównego bohatera wydania, otoczone solidną porcją pozostałych nazw i nazwisk omawianych na kolejnych stronach numeru. Wtedy – choć cover story narzucało zazwyczaj pewien tok myślenia – okładka mogła uciekać o wiele mocniej w stronę sztuki, abstrakcji. I Olbiński, niczym rasowy jazzman, oddawał się zapamiętale takim graficznym improwizacjom.

Wśród pięćdziesięciu okładek, które wybrano do niniejszej publikacji, można wyróżnić trzy etapy projektów. Niżej podpisanego najmocniej urzekły wczesne prace artysty, skąpane w psychodelicznych kolorach, oparte niekiedy na bardzo prostych, symbolicznych wręcz pomysłach (vide nr 19 angielskiego wydania). Równie ważne są jednak projekty z drugiej połowy dekady, gdy Rafał Olbiński zaczął umieszczać na okładkach bohaterów zamieszczanych w piśmie artykułów i wywiadów. Nie były to jednak proste, oczywiste portrety. Helmut Nadolski dusił kontrabas, Zbigniew Namysłowski był wężem, a Michał Urbaniak krył na rondzie swojego kapelusza cały Manhattan. Trzecia grupa okładek, zamykających okres współpracy Olbińskiego z JF to już projekty stricte malarskie, utrzymane w charakterystycznej dla niego stylistyce (kto pamięta winylowe edycje Urbaniaka wydane przez Tonpress czy pierwszą kompilację Czesława Niemena – ten wie, o czym mowa).

Starannie przygotowany album uzupełniają dwa teksty, oba w dwóch wersjach językowych (po polsku i angielsku) – szkic na temat pięćdziesięcioletniej historii JF oraz rozmowa z Rafałem Olbińskim, w której zdradza tajniki pracy w redakcji i techniczne zawiłości tworzenia okładek.

Lakoniczna historia JF pozostawia niedosyt, a ciekawe wspomnienia Olbińskiego tylko zaostrzają apetyt na więcej. Wierzę, że losy pisma, splecione nieodłącznie z całym polskim ruchem jazzowym – oglądanym od strony działaczy, organizatorów, popularyzatorów – stanowiłyby naprawdę fascynującą lekturę.

Michał Wilczyński